
Wczoraj wzięłam udział w warsztatach malowania. W klimacie, który sprzyjał odwadze artystycznej. Z dystansem do własnych umiejętności, za to z ogromną radością tworzenia!
Powstało drzewo pełne serc.
Czerwonych, białych, niebieskich. Różnych.
Każde inne. Każde ważne.
Patrząc na nie dziś, w Walentynki, pomyślałam, że to nie jest tylko walentynkowy obraz.
To taka moja metafora życia.
Drzewo nie urośnie bez korzeni.
Człowiek nie żyje w pełni bez miłości.
Ale też, skąd czerpać siłę, by kochać, gdy brakuje zdrowia?
Zdrowie i miłość są jak dwie energie, które wzajemnie się przenikają.
Jedna daje biologiczną możliwość życia.
Druga nadaje mu sens.
W medycynie często mówimy o parametrach, wynikach, procedurach.
O systemach, bezpieczeństwie danych, nowych technologiach.
I to wszystko jest ważne, bo to fundament stabilności.
Ale każdy, kto pracuje w ochronie zdrowia, wie jedno: bez relacji nie ma prawdziwego leczenia.
Pacjent potrzebuje nie tylko terapii. Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa.
Zrozumienia. Uważności.
Miłość, rozumiana szeroko, to przecież także troska.
To odpowiedzialność i obecność.
Badania pokazują, że osoby otoczone wsparciem szybciej wracają do zdrowia.
A samotność potrafi skrócić życie.
Jakość naszych relacji z innymi wpływa na odporność, na poziom stresu, na pracę serca. Dosłownie.
Może więc nieprzypadkowo serce stało się symbolem miłości?
To wszak organ, który reaguje na emocje szybciej niż my zdążymy je nazwać.
Patrzę na moje drzewo z serduszkami i wiem, że każde z nich to konkretna osoba.
Rodzina. Przyjaciele. Współpracownicy. Pacjenci. Ludzie, którzy tworzą moją codzienność.
Bez nich nie byłabym sobą. Bez zdrowia nie mogłabym być dla nich.
Życzę Wam miłości, która nadaje sens i zdrowia, które pozwala ten sens realizować.
Bo tylko razem nasze życie jest prawdziwie szczęśliwe. ❤️
Wiola





























































