
Mówi się, że wewnętrzne baterie najskuteczniej ładujemy tam, gdzie przyszliśmy na świat. Coś w tym jest.
Urodziłam się na Mazurach. Dziś moje codzienne i zawodowe życie nierozerwalnie związane jest z Warmią. Obie te krainy noszę w sercu tak samo mocno i z żadnej nie potrafiłabym zrezygnować.
Warmia to moja teraźniejszość, dynamika i wyzwania. Mazury to mój początek. Gdy spędzam tam weekend, tak jak ostatnio, czuję, że wracam do źródła. Miejsca, które bez zbędnych słów daje mi spokój, niezachwianą siłę i czystą energię do dalszego działania.
Podróże od zawsze są moją wielką pasją. Uwielbiam odkrywać nowe horyzonty, smaki i sposoby patrzenia na świat. Kocham Włochy za ich ekspresję i słońce, z fascynacją poznaję kolejne zakątki Europy i świata.
Paradoksalnie, każda wyprawa w nieznane sprawia, że wracam bogatsza. Dobrze zaprojektowaną podróż przeżywa się przecież aż trzy razy: najpierw, gdy z ekscytacją ją planujemy, potem, gdy jesteśmy w drodze i wreszcie wtedy, gdy po czasie wracamy do zdjęć oraz wspomnień.
Jednak z równie wielką dumą i radością przemierzam nasz kraj i region. Warmia i Mazury to nie tylko zachwycające krajobrazy. To bogata, czasem trudna historia, unikalna kultura i miejsca, które potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających globtroterów.
Dla mnie Mazury to jednak coś więcej niż perła w polskiej koronie atrakcji turystycznych. To dom moich Rodziców, bliskość rodziny i ta nieuchwytna, niemal magnetyczna przestrzeń, która przypomina mi, kim jestem u podstaw.
Ostatni weekend przyniósł coś jeszcze – spotkania. Stanęłam twarzą w twarz z ludźmi, których nie widziałam od lat, a którzy wciąż zajmują ważne, stałe miejsce w moim sercu. Rozmowy po latach są emocjonujące i niesamowicie ożywcze.
Pokazują, jak wiele wydarzyło się po drodze, jak dojrzały nasze marzenia i przewartościowały priorytety.
Pięknym, osobistym akcentem były urodziny mojej cudownej przyjaciółki. Kolejny moment na celebrację relacji, która przetrwała próby czasu.
Im jestem starsza, im większą liczbą projektów zarządzam i im szybciej pędzi świat, tym mocniej czuję, że najcenniejszym prezentem, jaki możemy podarować drugiemu człowiekowi, jest nasza absolutna, szczera obecność.
Czasu nie da się kupić, wynegocjować ani odzyskać. To jedyna waluta na świecie, która nie podlega inflacji, a jej kurs z każdym rokiem tylko rośnie. Dlatego chwile spędzone z bliskimi są dziś dla mnie warte najwięcej.
Pisząc o Mazurach, nie idealizuję przeszłości i tego, co minęło. Wracam myślami z miłością i sentymentem też po to, by sprawdzić spójność swojego wewnętrznego kompasu. By spojrzeć w lustro i zapytać siebie: Gdzie jestem? I czy cele, które dziś realizuję, wciąż są wierne dziewczynie, która stąd wyruszyła w świat?
Nawiązując do tytułu: koniec końców, wszyscy jesteśmy bogaci dokładnie tym samym: ludźmi, którzy na nas czekają i chwilami, które zdążyliśmy z nimi przeżyć. Oby tego kapitału nie zabrała nam żadna koniunktura!



























































