
Dostałam zaproszenie na warsztaty: „Jak zaplanować rok 2027?”.
2027?
Przeczytałam jeszcze raz. Nie dlatego, że nie zrozumiałam. Raczej dlatego, że byłam przekonana, iż ktoś zdecydowanie za bardzo się rozpędził.
Spojrzałam w kalendarz. Końcówka września.
No dobrze. W takim razie mam jedno pytanie: kto mi ukradł 2026 rok?
Przecież doskonale pamiętam, jak rok temu dostałam zaproszenie na warsztaty o dokładnie takim samym tytule.
Moja babcia zawsze mówiła, że im człowiek starszy, tym czas szybciej płynie. Kiedyś nie bardzo jej wierzyłam. Z biegiem lat zaczęłam podejrzewać, że babcia znała prawa fizyki, o których nie uczono mnie w szkole.

Teoretycznie powinniśmy mieć mnóstwo wolnego czasu
Bo coś tu się naprawdę nie zgadza. Zwłaszcza że współczesny świat robi wszystko, żebyśmy mieli go więcej.
Pralka pierze. Zmywarka zmywa. Suszarka suszy. Zakupy przyjeżdżają pod drzwi. Przelew robię w kilkanaście sekund. Nie muszę jechać kilkuset kilometrów na godzinne spotkanie, bo mogę połączyć się online.
Mamy szybkowary, wolnowary, roboty kuchenne i aplikacje do wszystkiego. Mamy sztuczną inteligencję, która w kilka minut pomaga zrobić coś, nad czym jeszcze niedawno siedzielibyśmy pół dnia.
A tymczasem wszyscy biegamy.
To gdzie jest ten odzyskany czas?
Telewizję oglądam naprawdę niewiele. Czasem, kiedy jestem już bardzo zmęczona, włączam film albo zupełnie niezobowiązujący program — dla relaksu.
Choć gotowanie jest czasochłonne, nie zrezygnuję z niego. Lubię gotować. Lubię wiedzieć, co jem. Dla mnie to jest dobrze zainwestowany czas.
Staram się nie spędzać życia w mediach społecznościowych. Chociaż oczywiście znam to niewinne: „tylko zerknę na Facebooka”. Facebook najwyraźniej funkcjonuje w innej strefie czasowej, bo pięć minut potrafi tam trwać czterdzieści.
Ale nawet po odjęciu tego wszystkiego pytanie zostaje.
Cztery tysiące tygodni
Bardzo spodobała mi się myśl Olivera Burkemana, autora książki Four Thousand Weeks. Tytuł odnosi się do mniej więcej czterech tysięcy tygodni, które składają się na przeciętne ludzkie życie.
Cztery tysiące.
Kiedy przeczytałam tę liczbę, pomyślałam, że ktoś zgubił jedno zero. A jednak nie.
Burkeman zwraca uwagę na coś, co bardzo pasuje do naszej codzienności: im lepiej uczymy się robić rzeczy szybciej, tym sprawniej wypełniamy odzyskany czas kolejnymi rzeczami.
I chyba właśnie tutaj jest odpowiedź.
Technologia rzeczywiście oszczędza nam czas. Tylko my natychmiast go wydajemy.
Odpiszę jeszcze na jednego maila. Zrobię jeszcze jedną rzecz. Skoro spotkanie online zajmie tylko pół godziny, to przecież mogę je wcisnąć między dwa inne. Jeszcze jeden telefon. Jeszcze tylko sprawdzę, jeszcze tylko skończę.
I nagle jest wieczór. Potem piątek. Potem koniec miesiąca.
A pewnego dnia przychodzi zaproszenie na warsztaty z planowania 2027 roku i człowiek orientuje się, że chyba trochę przesadził z tym „jeszcze tylko”.
To samo pytanie zadaję sobie w pracy
Pisałam niedawno o tym, że w naszym szpitalu realizujemy dużą cyfrową transformację i że tak naprawdę kupujemy za nią czas. Czas lekarza, pielęgniarki, pracownika administracji.
Tylko że teraz widzę drugą część tego równania.
Można kupić czas i nie zyskać ani minuty. Jeżeli system skróci wypełnianie dokumentacji o kwadrans, a ten kwadrans natychmiast wypełnimy kolejnym zadaniem, to nie kupiliśmy niczego poza większym tempem.
Odzyskany czas ma sens tylko wtedy, gdy świadomie zdecydujemy, na co go przeznaczyć. Na rozmowę z pacjentem. Na wyjaśnienie, wysłuchanie. A może na to, na co zawsze brakuje czasu — na rzeczy ważne i niepilne? Inaczej wypełni się sam, tak jak wypełnia się nasz kalendarz.
To samo dotyczy życia prywatnego. Technologia da nam godzinę. Co z nią zrobimy, zależy wyłącznie od nas.
Zostały nam ponad trzy miesiące
Nie chcę z tego robić smutnej opowieści o przemijaniu. Wręcz przeciwnie.
To zaproszenie trochę mnie rozbawiło, ale zrobiło mi też bardzo pożyteczne „halo!”. Bo przecież 2026 rok wcale się jeszcze nie skończył.
I może zamiast zastanawiać się, dlaczego pierwsze dziewięć miesięcy minęło tak szybko, warto pomyśleć, co zrobić, żeby następne trzy naprawdę zauważyć.
Nie wykorzystać. Po prostu zauważyć. Albo… zainwestować.
Zjeść dobrą kolację bez telefonu obok talerza. Spotkać się z kimś bez patrzenia na zegarek. Ugotować coś. Pojechać gdzieś. Poczytać. Pośmiać się. Zadbać o siebie albo o zaniedbaną relację. Zrobić coś, co jest ważne, ale wcześniej brakowało na to czasu.
A może zrobić coś kompletnie nieproduktywnego? Podejrzewam, że świat sobie przez tę godzinę poradzi.
Czego nam dziś życzę? Żebyśmy tych trzech miesięcy nie oddali tak łatwo. I żeby każda godzina, którą wywalczy dla nas technologia, trafiała tam, gdzie naprawdę chcemy ją spędzić a nie tam, gdzie akurat jest wolne miejsce w kalendarzu.
A Wy? Też macie czasem wrażenie, że ktoś nacisnął przycisk ×2?
Wiola 🎀



















































