
Kilka dni temu znów się to wydarzyło.
Sikorka wleciała do mojego gabinetu. Nie po raz pierwszy. Zatrzymała się na chwilę, spojrzała na mnie, okrążyła biurko i jak gdyby nigdy nic wyleciała. Pozostawiła mnie w stanie przyjemnego zdumienia. Na chwilę odłożyłam na bok dokumenty, maile, decyzje, plany. I postanowiłam podelektować się tym małym misterium natury.
Zatrzymałam się.
W świecie odpowiedzialności, presji czasu i nieustannych wyborów takie chwile działają jak wewnętrzny reset. Przypominają, że nie wszystko da się zamknąć w tabelach, raportach i “kejpiajach”. A to, co najważniejsze, często przychodzi bez zapowiedzi.
Ostatnio obejrzałam dwa króciótkie filmy, które choć opowiadają różne historie, prowadzą do spójnej refleksji.
Jest w tym pewien paradoks. Te poruszające opowieści tworzą organizacje komercyjne, wykorzystując storytelling jako narzędzie marketingowe. Wartości są przemyślane, wpisane w strategię marki. A jednak, gdy odcedzić komercyjne tło, zostają znakomicie wyreżyserowane, uniwersalne historie o człowieku.
Pierwszy to „Unsung Hero” od Thai Life Insurance.
https://www.youtube.com/watch?v=uaWA2GbcnJU&t=50s
Formalnie reklama. W praktyce – opowieść o tym, jak bezinteresowne dobro krąży po świecie i wraca. Film zadaje proste pytanie: zamiast pytać, dlaczego jest źle – może warto zapytać, co mogę zrobić, by było choć odrobinę lepiej?
Drugi to „BCN – dobro powraca”.
https://www.youtube.com/watch?v=dL6V9yc4d_A
Oglądamy łańcuch drobnych gestów, które uruchamiają coś większego. Przypomina, że dobro w biznesie, ale i w życiu nie jest wstydliwym dodatkiem. Jest siłą napędową relacji i zaufania.
I tu pojawia się coś dla mnie kluczowego.
Te filmy nie mówią wyłącznie o moralności czy sentymencie. One dotykają czegoś głębszego.
To nie jest miękka narracja. To neurobiologia połączona z konsekwencją i wartościami.
Niedawno czytałam artykuł Roberta Sapolsky’ego w magazynie „Science”. Badania naukowe mówią jasno: chroniczny stres wpływa na hipokamp, obszar mózgu odpowiedzialny za pamięć, uczenie się i odporność emocjonalną.
Długotrwałe życie w napięciu i skupieniu na tym, co nie działa, sprawia, że mózg się dostosowuje.
Przeprogramowuje się wokół tego, co powtarzamy najczęściej.
Jeśli karmimy go frustracją wzmacniamy obwody lęku.
Jeśli wybieramy spokój i konstruktywne działanie – budujemy obwody odporności i stabilności.
A kiedy czynimy dobro, dzieje się coś jeszcze. Spada napięcie, uruchamiają się układy nagrody, organizm przechodzi w tryb regeneracji.
Czyniąc dobro, programujemy mózg na dobro.
A mózg przyzwyczajony do spokoju działa dłużej, stabilniej i zdrowiej.
To, jak żyjemy i jak traktujemy siebie nawzajem, dosłownie rzeźbi nasze mózgi.
Dlatego wierzę w mikro-kroki. W konsekwencję. W codzienny wybór.
Kiedy sikorka wleciała do mojego gabinetu po raz kolejny, uśmiechnęłam się. Może to przypadek. A może przypomnienie, że warto budować wokół siebie przestrzeń życzliwości i sensu, nawet jeśli dzień wypełniają tabelki i decyzje.
Bo to, co powtarzamy, zaczyna nas kształtować.
Dobro wraca. Zło wraca. Stres zostawia ślad.
To, co w sobie wzmacniamy, wcześniej czy później staje się jakością naszego życia.
A Ty? Co wzmacniasz w sobie każdego dnia?
Wiola




























































