
W świecie wiecznej „gotowości” i kultu efektywności, multitasking stał się naszym nowym obowiązkiem. Dla większości z nas, sukces to kalendarz wypełniony po brzegi i nieustanna dyspozycyjność.
Pracuję dużo, kocham to, co robię, i wiem (niestety…), że odpowiedzialność często kasuje wolne wieczory czy weekendy. Ostatnio jednak życie przypomniało mi o czymś, co my – kobiety dążące do sukcesu – często spychamy na margines. O prawie do… niebieskich migdałów.
Zaczęło się od matury mojego syna. Widząc jego stres i niekończące się godziny walki o wynik, rzuciłam: „Jak się zmęczysz, po prostu pomyśl o niebieskich migdałach”. Spojrzał na mnie, jakbym mówiła w zapomnianym dialekcie.
I wtedy poczułam w sobie matczyny bunt.
Dla mojego pokolenia to był często zarzut. Pamiętacie? „Zamiast się uczyć, znów myślisz o niebieskich migdałach!”. Marzycielstwo utożsamiano z lenistwem, czyli występkiem przeciwko tradycyjnemu etosowi ciężkiej pracy.
Dziś mówię głośno: mój syn, Wasze dzieci i my sami – mamy prawo do niebieskich migdałów! To nie jest brak ambicji. To najwyższa forma wolności i prawo do tego, by na moment przestać być „wykonawcą zadań”, a po prostu być sobą.
Potrzebujemy tego, by wróciła kreatywność. Nasz mózg zaczyna poszukiwać nowych rozwiązań dopiero wtedy, gdy na chwilę oderwiemy się od problemu. Inne kultury rozumieją to od wieków.
Włosi celebrują dolce far niente – słodkie nicnierobienie.
Hiszpanie mają swoje mañana i ukochane przeze mnie tranquilo, które mówi: uspokój się, nie napinaj, oddychaj.
Grecy z kolei pielęgnują siga-siga, powoli, bez spalania się w ogniu cudzych oczekiwań.
Przemęczony umysł nie podejmie wizjonerskich decyzji. Wypalony mózg instynktownie broni się przed kolejnymi bodźcami. My, dorośli, nawet marzyć zaczynamy zadaniowo: licząc budżety, analizując KPI i układając marzenia w harmonogramy.
A gdzie miejsce na marzenia niepraktyczne? Lekkie? Choćby i niebieskie?
Uważam, że potrzebujemy nowej kultury życia. Nie kultury bylejakości czy ucieczki od odpowiedzialności, ale kultury oddechu. Nie chodzi o to, by przestać planować i budować, ale o to, by nie zgubić siebie w ciągłym „muszę”.
Kobieta nie musi o wszystkim pamiętać. Mężczyzna nie musi zawsze być twardy. Dziecko nie musi być projektem doskonałości, a senior nie musi udowadniać, że nie jest ciężarem.
Lider nie musi mieć odpowiedzi na wszystko, a pracownik nie musi zasługiwać na odpoczynek dopiero wtedy, gdy całkiem opadnie z sił.
Dlatego tak bardzo potrzebujemy powrotu do niebieskich migdałów. Nie jako kaprysu, ale jako mądrego powrotu do siebie. Przestrzeni, w której nie trzeba natychmiast produkować wyników.
Więc jeśli czujesz, że jesteś przeciążona lub przeciążony, zatrzymaj się na chwilę. I pomyśl o niebieskich migdałach.
Ja dziś pomyślałam i… tak właśnie powstał ten post. 😊










































