

Wczoraj uczyłam innych proaktywności. Dziś życie sprawdziło, czy sama w to wierzę.
Wracam właśnie z Warszawy z historią, w której główną rolę gra… stolik.
W czwartek prowadziłam w szpitalu …. wewnętrzne warsztaty dla pracowników ….o proaktywności. Mówiłam wprost: pytajcie, zamiast zgadywać. Dopytujcie, zamiast dopisywać sobie w głowie cudze intencje. Nie zakładajcie z góry, że usłyszycie „nie”. Bo wtedy sami odpowiadacie sobie za drugą osobę.
Dzień później życie zapytało: „No dobrze, a Ty?”.
Piątkowy wieczór, moja ulubiona restauracja w Warszawie, komplet gości. Przyznaję z pokorą, nie zarezerwowałam stolika, choć wiedziałam, że przed weekendem to przejaw przezorności. Kelner zaproponował miejsce dla dwojga. Pomyślałam: trudno, i tak miałam szczęście, że w ogóle się znalazło.
Usiadłam. Wszystko w porządku. Tylko że od lat mam tam „mój” ulubiony stolik. Półokrągła kanapa w rogu, jedno z trzech takich miejsc w całej restauracji. Tam odbyły się najlepsze rozmowy mojego życia.
Pierwsza myśl: na pewno zajęty, nie ma sensu pytać. Druga myśl: a nie mówiłaś wczoraj ludziom dokładnie czegoś przeciwnego?
No i zapytałam.
Kelner wrócił z uśmiechem: – Za kilkanaście minut się zwolni. Ten za rogiem.
“Mój” stolik!
Gdybym nie zapytała, wspominałabym dobrą kolację przy innym stole z… niedosytem. Na szczęście zapytałam i również dzięki temu spędziłam niezapomniany wieczór.
Ta drobna sytuacja niesie poważne przesłanie: najczęściej to nie inni zamykają nam drzwi. Często sami je sobie zamykamy, zanim ktokolwiek zdąży cokolwiek powiedzieć.
Odpowiadamy sobie za świat, za współpracowników, za bliskich, za partnera. Zanim świat i ludzie w ogóle zdążą się odezwać!
Proaktywność to nie jest żądanie. I nie jest to też twarde stawianie na swoim. To ciekawość zamiast domysłów. I odwaga zamiast trwożnych założeń.
Jeśli czasem usłyszymy „nie”, przeżyjemy. Ale często usłyszymy „tak” i okaże się, że wystarczyło jedno zdanie.
Ja swój stolik dostałam, bo o niego zapytałam.
Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy w życiu siedzimy przy „naszym ulubionym” stoliku.
Jeśli nie, najwyższy czas wywrócić ten przypadkowy, „nie nasz” stolik obaw. To się naprawdę opłaca!
