
Pięć lat temu zapisałam w notatniku zdanie o trzech relacjach. Wróciłam do niego w miniony weekend, na środku jeziora Ukiel, patrząc na perkoza.
Ostatnio jestem zmęczona. Tak zwyczajnie, po ludzku.
Jest dużo pracy. Bywa, że za dużo. Lista spraw rośnie szybciej niż jestem w stanie ją zamykać. Jedno zadanie rodzi kolejne, coś jest pilne, coś ważne, coś „na wczoraj”. A potem przychodzi rozdrażnienie i pytanie: czy ja temu wszystkiemu podołam?
Mam za sobą wiele lat zarządzania. Jestem zadaniowa, szanuję każdą minutę, zarządzam sytuacyjnie. Nie wierzę w jedną receptę na wszystkich. Ale nie jestem idealna. I im dłużej pracuję, tym łatwiej mi to powiedzieć.
Organizacja, którą kieruję, przez ostatnie lata mocno urosła. Nowe projekty, inwestycje, technologie, kolejne odpowiedzialności. A kiedy rośnie organizacja, musi zmienić się sposób zarządzania nią. Może powinnam skuteczniej delegować. Może mocniej budować zespół wokół nowych zadań. Może z czegoś zrezygnować.
Nie znam jednej odpowiedzi. I chyba właśnie o to chodzi. Rozwój lidera nie polega na tym, że w pewnym momencie wie się już wszystko.
Tylko że żadna organizacja pracy nie sprawi, że człowiek stanie się niewyczerpanym źródłem energii. Nie stanie się. Stanowisko ani doświadczenie nie odbierają prawa do zmęczenia.
A praca po godzinach nigdy nie zabiera wyłącznie godzin. Zabiera uwagę, cierpliwość, lekkość. Siedzimy z bliskimi, a myślami wciąż jesteśmy przy biurku.
W miniony weekend bratowa wyciągnęła mnie na łódkę. Jezioro Ukiel, Olsztyn od strony wody, wiatr, śmiech. Przez chwilę po prostu byłyśmy.
I wtedy zobaczyłam perkoza.
Płynął spokojnie, po czym zniknął pod wodą. Patrzyłam w to samo miejsce, czekając. Nie było go. Wynurzył się zupełnie gdzie indziej.
Perkoz nie nurkuje dlatego, że nie radzi sobie na powierzchni. To po prostu część jego sposobu życia. Wtedy przypomniało mi się zdanie, które zapisałam pięć lat temu i do którego wracam w gorsze dni.
Budujemy w życiu trzy relacje: ze światem, z bliskimi i ze sobą. Trzecia jest najdłuższa. Powinna być najgłębsza. Zwykle jest najbardziej zaniedbana.
Kiedy skupiamy się na dwóch pierwszych, coś pęka. Dajemy z siebie dwieście procent i czekamy, aż ktoś to zauważy. Rzadko zauważa. A przecież to, czego oczekujemy od innych, możemy zacząć dawać sobie sami.
Dopiero na jeziorze zrozumiałam, że nurkowanie perkoza i tamta notatka mówią o tym samym. Zniknąć na chwilę pod powierzchnią codzienności to nie jest ucieczka. To jest dbanie o tę trzecią relację. Jedyną, która zostanie z nami do końca.
Nie potrzebujemy kolejnej aplikacji do planowania ani większej dyscypliny. Czasem potrzebujemy pozwolenia, żeby odłożyć telefon. Nie odpowiadać. Nie decydować. Nie być przez moment osobą, która musi wszystko wiedzieć i dopilnować.
Zanurkować. W rozmowie, w ciszy, w jeziorze, w książce, w śmiechu z kimś bliskim. Odpoczynek nie jest nagrodą za skończenie wszystkiego. Wszystkiego nigdy nie skończymy.
Dziękuję Ci, kochana bratowo, za tamten dzień. I za perkoza, który zupełnie nieświadomie przypomniał mi, że czasem trzeba zniknąć pod powierzchnią nie po to, żeby uciec, tylko żeby złapać oddech i zobaczyć, gdzie chcemy wypłynąć.



