A kto u ciebie gasi światło?

Urodziłam się na Mazurach i Mazury kocham niezmiennie. Od ponad dziesięciu lat mieszkam na Warmii, gdzie równie chętnie odpoczywam. Woda, las – to są moje krajobrazy.

Ostatnio koleżanka namówiła mnie na wypad na Podlasie. Trochę się zdziwiłam, ale czego się nie robi dla przyjaźni. Trafiłyśmy do Ziołowego Zakątka – miejsca pełnego pól, ziół, drewnianych zabudowań i zwierząt, które najwyraźniej nie wiedziały, że człowiek na urlopie chciałby się wyspać.

Pierwszego ranka kogut zapiał około 4.30. Potem dołączyły kaczki, gęsi i cała wiejska orkiestra. Pierwszej nocy przygotowałam zatyczki do uszu, drugiej już ich nie potrzebowałam.

Te dźwięki przeniosły mnie do dzieciństwa, do wakacji u dziadków na wsi i poranków, które zaczynały się wraz z gospodarstwem, a nie z dźwiękiem telefonu. Podlasie przypomniało mi naturalny rytm dnia – moment, kiedy się zaczyna, i moment, kiedy naprawdę się kończy.

Wieczorem obserwowałam scenę, która wyglądała zabawnie, ale okazała się trafną metaforą zarządzania.

Pracownik oporządzający obejście zapalił światło w kurniku. Część kur ruszyła sama, resztę zagoniły kaczki. Zostały trzy niepokorne, które uznały, że ich dzień jeszcze się nie skończył. Wtedy wkroczyła gęś. Krótka, stanowcza reprymenda i kaczki pomaszerowały do środka.

Po chwili zapadła cisza.

Trzy poziomy działania: sygnał zrozumiały dla wszystkich, zespół, który sam domyka resztę, i interwencja tylko tam, gdzie jest potrzebna. Bez zebrania, przypomnienia i szczegółowych instrukcji.

Wystarczyło światło.

W chronobiologii istnieje pojęcie zeitgeber – zewnętrznego sygnału, który pomaga ustawiać wewnętrzny zegar organizmu. Najsilniejszym z nich jest światło. Za odkrycie molekularnych mechanizmów rządzących rytmem dobowym Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young otrzymali w 2017 roku Nagrodę Nobla z medycyny. Kury wiedziały to wcześniej niż my.

Natura bez przerwy podpowiada nam, jak funkcjonować. Jej prawa są proste i niezmienne. Rolnik może mieć najlepszy sprzęt i najnowocześniejsze technologie, ale nadal musi przygotować ziemię, zasiać, pielęgnować i czekać.

Nie da się posiać rano i zebrać plonu wieczorem. Nie da się też przyspieszyć kiełkowania ani ominąć dojrzewania.

Możemy tworzyć lepsze warunki, usuwać przeszkody i usprawniać proces, ale pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Tak samo jest z ludźmi. Zaufanie potrzebuje czasu, kompetencje wymagają ćwiczenia, a zespół musi nauczyć się współpracy.

Najpierw siejemy, potem podlewamy. Przez jakiś czas nie widać efektów, choć pod ziemią rosną korzenie.

Dotyczy to także naszego życia. Ono również ma swoje pory roku: czas wzrostu, działania i zbierania plonów, ale też wycofania, regeneracji i ciszy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy żyć wyłącznie latem – ciągle osiągać, być dostępnym i gotowym na kolejne zadanie.

A przecież nawet ziemia nie rodzi bez przerwy. Odpoczynek nie jest przeciwieństwem rozwoju. Jest jednym z jego etapów.

W zarządzaniu obowiązują te same prawa. Można mieć świetny pomysł, dobry plan i właściwych ludzi, a mimo to efekt nie pojawi się od razu. Organizacji, podobnie jak pola, nie da się obsiać dzisiaj i jutro oczekiwać plonów.

Potrzebne są konsekwencja, cierpliwość i zaangażowanie całego zespołu. Potrzebne jest zaufanie ludzi do lidera, ale też zaufanie lidera do ludzi. Zanim pojawią się wyniki, powstają rzeczy niewidoczne na wykresach: poczucie odpowiedzialności, wspólny sposób myślenia i przekonanie, że zmiana ma sens.

W szpitalu metafora światła jest szczególnie przewrotna, bo u nas ono właściwie nigdy nie gaśnie. Kiedy jedni kończą pracę, inni ją zaczynają. Pacjent potrzebuje pomocy niezależnie od pory dnia.

Nie chodzi więc o to, żeby zgasić światło w całej organizacji. Chodzi o to, żeby każdy wiedział, kiedy zaczyna się i kończy jego odpowiedzialność, komu ją przekazuje i za co odpowiada. Dzięki temu organizacja działa również wtedy, gdy zmieniają się ludzie, dyżury i pory dnia.

Właśnie dlatego wracam myślami do podlaskiego kurnika. Pracownik nie zaganiał kur do środka po jednej. Zapalił światło i dał sygnał. Kury znały swoją rolę, kaczki wsparły proces tam, gdzie było to potrzebne, a gęś interweniowała dopiero wtedy, gdy było to konieczne.

Każdy zrobił swoją część.

Od ponad dwudziestu lat obserwuję, że dobrze działająca organizacja nie opiera się wyłącznie na odpowiedzialności jednej czy kilku osób. Odpowiedzialność musi istnieć na każdym szczeblu. Każdy powinien znać swoją rolę, rozumieć cel i wiedzieć, kiedy działa samodzielnie, kiedy wspiera innych, a kiedy potrzebna jest interwencja.

Lider wskazuje kierunek, tworzy warunki, ustala zasady i daje ludziom narzędzia. Nie wykona jednak wszystkich zadań za zespół – i nie powinien.

Zaufanie, samodzielność i odpowiedzialność dojrzewają. Zespół musi poznać siebie, nauczyć się współpracy, czasem popełnić błąd i spróbować jeszcze raz.

Najpierw przygotować ziemię. Potem zasiać, pielęgnować i pozwolić rosnąć. Nie wykopywać co chwilę ziarenka, żeby sprawdzić, czy na pewno kiełkuje.

  • Wzrost potrzebuje czasu.
  • Zaufanie potrzebuje konsekwencji.
  • Odpowiedzialność potrzebuje przestrzeni i zaangażowania.
  • A w tym wszystkim trzeba pamiętać o odpoczynku.

Ta zwyczajna scena z podlaskiego gospodarstwa przypomniała mi, że zasady, które sprawdzają się w zarządzaniu od lat, są starsze od wszystkich podręczników.

Ktoś daje sygnał. Każdy zna swoją rolę. Każdy bierze swoją część odpowiedzialności. A kiedy dzień się kończy – można spokojnie zgasić światło.

Wioletta Śląska-Zyśk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.