Wieś daje mi siłę. I podpowiada, jak żyć w mieście!

Kiedy przyjeżdżam na wieś, pierwsze, co robię, to otwieram okno. Wpuszczam do domu zapach łąki i ogrodu.

Słyszę ciszę przerywaną tylko śpiewem ptaków i odległym szczekaniem psa. To jest ten moment, w którym tempo dnia zwalnia, a ja mogę odetchnąć spokojnie pełną piersią.

Wieś to dla mnie czarujący krajobraz, ale i sposób myślenia: spokojniejszy, uważniejszy. Tu ludzie wciąż żyją bardziej w rytmie natury.

Nie przyspieszają rzeczy, które potrzebują czasu. Potrafią się zatrzymać, żeby zamienić dwa słowa z sąsiadem, podać pomocną dłoń bez oczekiwania niczego w zamian.

Z perspektywy pracy w ochronie zdrowia wiem, jak bardzo potrzebujemy takiej swojskiej „wiejskości” w codziennym życiu: mniej pośpiechu, więcej relacji, więcej miejsca na prawdziwe rozmowy.

To tu, w tej ciszy, przychodzą mi do głowy rozwiązania, które potem stają się zarodkiem i inspiracją zmian w szpitalu.

Wieś daje mi siłę. I przypomina, że nawet najbardziej nowoczesne systemy i procedury muszą mieć w sobie ten ludzki, ciepły pierwiastek. Bo tylko wtedy działają naprawdę.

Ta strona używa plików cookies.
Polityka ciasteczek
Informacje o cookies
AKCEPTUJĘ