
Wiosna ma to do siebie, że bezkompromisowo przypomina o nowych otwarciach. Wczoraj mój syn zakończył liceum, a już jutro on i tysiące młodych ludzi usiądą do arkuszy maturalnych.
Ten moment zawieszenia między „już nie dziecko” a „jeszcze nie dorosły”, skłonił mnie do refleksji, która dotyczy nas wszystkich, niezależnie od metryki.
Chodzi o odpowiedzialność za własny scenariusz.
Słuchałam ostatnio jak zawsze charyzmatycznego wystąpienia Baracka Obamy. I jedno zdanie poruszyło mnie wyjątkowo mocno: możemy mieć najlepszych nauczycieli, najbardziej wspierających rodziców i szkoły z najwyższej półki.
Ale to wszystko nie ma znaczenia, jeśli sami nie zdecydujemy się wziąć odpowiedzialności za własny los.
Często budujemy mury z wymówek. „Trudne czasy”, „brak kasy”, „niesprzyjające okoliczności”. Ale spójrzmy prawdzie w oczy:
Obama wychowywał się bez ojca, z mamą, która budziła go o 4:30 rano, by uczyć go przed własną pracą.
J.K. Rowling usłyszała „nie” od dwunastu wydawnictw, zanim świat poznał Harry’ego Pottera.
Michael Jordan został wyrzucony z licealnej drużyny, by później stać się ikoną sportu.
Takie przykłady można mnożyć tuzinami.
Ci ludzie nie urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą. Oni po prostu zrozumieli, że okoliczności mogą być tłem, ale nie muszą stanowić wymówki dla złego nastawienia czy odpuszczania.
Porażki nas nie definiują. One nas rzeźbią. Uczą, co następnym razem zrobić lepiej. To lekcja nie tylko dla maturzystów, ale dla każdego z nas w pracy, w relacjach, w codziennym działaniu.
Nikt nie napisał za nas naszego przeznaczenia. To my, dzień po dniu, decydujemy o tym, co możemy ulepszyć w swoim otoczeniu.
Mój przekaz na ten tydzień?
Zamiast narzekania, działanie. Zamiast oglądania się na innych, krok w stronę własnej zmiany. Wszystkim maturzystom, a w szczególności mojemu kochanemu i już jakże dorosłemu „synkowi”, życzę jasności umysłu.
I wiary: Wasza przyszłość jest w Waszych rękach! Wykorzystajcie ten czas mądrze.
A nam wszystkim życzę, byśmy potrafili przekuwać niezadowolenie w zmianę. Bez filtrów i bez upiększania rzeczywistości.
Za to z niezłomnością do bycia kowalem własnego losu.
Powodzenia, idźmy po swoje!

