Sześć sekund. Tyle średnio trwa napisanie komentarza, który potrafi znokautować człowieka

Dla porównania: dwadzieścia lat, tyle trwa wykształcenie lekarza, w którego ten komentarz uderza.

Wczoraj wieczorem, przy stole ze znajomymi, moja przyjaciółka, lekarka, powiedziała zdanie, po którym zapadła cisza:

„Czasami zastanawiam się, czy to jeszcze jest mój kraj i czy chcę tutaj zostać…”

Nikt nie zaprotestował. I to było najgłośniejsze w tej ciszy.

Sześć lat studiów. Staż. Specjalizacja, często druga i trzecia. Egzaminy, dyżury, święta w pracy. A potem otwierasz telefon i czytasz o sobie rzeczy, których nie powiedziałby ci nikt prosto w twarz.

Nie, nie chodzi o taryfę ulgową. Nadużycia? Wyjaśniać. Piętnować. Bezwzględnie. Łamanie prawa nie zna immunitetu białego fartucha. I krytyka jest potrzebna jak tlen — bez niej nie ma rozwoju.

Ale umówmy się: hejt to nie krytyka. Krytyka rozlicza decyzje. Hejt niszczy człowieka. I my tę granicę właśnie gubimy na oczach naszych dzieci, które uczą się od nas szybciej, niż byśmy chcieli.

Potem dziwimy się, że brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników. Że młodzi nie chcą brać odpowiedzialności za nic publicznego. A kto chce dobrowolnie wchodzić tam, gdzie zamiast „dziękuję” czeka fala pogardy?

To jest rachunek. I płacimy go wszyscy.

Szacunek nie kosztuje nic. Nie wymaga zgody na wszystko, nie odbiera prawa do ostrego sporu. Wymaga jednego: pamiętać, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek.

Czego nam dziś życzę? Zanim klikniemy „wyślij”, dajmy sobie chwilę do namysłu. Czasem ta chwila odróżni nas od tego, z czym walczymy.

Z wielkim szacunkiem do wszystkich moich czytelników – Wioletta

Ta strona używa plików cookies.
Polityka ciasteczek
Informacje o cookies
AKCEPTUJĘ